Gdyby ten świat był taki jaki powinien być, byłbyś moją bratnią duszą ...
 
IndeksFAQRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Lexie Volturi

Go down 
AutorWiadomość
Alexis Volturi

avatar

Postów : 5

PisanieTemat: Lexie Volturi   Pon Paź 25, 2010 4:25 pm

1. Imię i nazwisko: Alexis 'Lexie' Volturi
2. Wiek: 95 lat wampirzych, zamkniętych na wieki w ciele 6-cio latki...
3. Wygląd: Lexie wiele razy porównywano do anioła, być może przez jej drobną budowę ciała, kręcone blond włosy, które odziedziczyła po matce, i niewinne oczy, które nigdy nie potrafiły kłamać. Uroczy uśmiech dziewczynki natychmiast zmiękczał nawet zatwardziałe, kamienne serca, a jej dźwięczny, szczery, łagodny śmiech zarażał każdego, kto go usłyszał. Rumieńce na okrągłych policzkach niemal nigdy nie znikały (do czasu przemiany). Ubrana zazwyczaj w jasne ubrania, które pasują teraz do bladej cery Alexis, delikatnie iskrzącej się w słońcu, niczym diament. Włosy dziewczyny kręcą się pod wpływem wilgoci, której unika jak ognia.


4. Charakter: Alexis, jak większość dzieci, wręcz promieniuje niewinnością, szczerością i prawdą. W ciągu sześciu lat jej życia (ludzkiego), z jej ust nie wydobyło się ani jedno kłamstwo. Nie lubi siedzieć bezczynnie, kiedy ktoś ma jakiś problem, i choć często nie rozumie powodu melancholii innych osób, robi co może, by je rozweselić. Uprzejmość, skromność i dobre wychowanie zdradza pochodzenie dziewczynki z dobrego domu. Potrafi dostrzec dobre cechy i piękno w ludziach szczególnie wtedy, kiedy oni sami nie znajdują w sobie nic dobrego.
5. Preferowana krew: ludzka
6. Rodzina: Emily Woodley & Kajusz Woodley
7. Zajęcie: obecnie robi za posłannika Aro.
8. Historia: Dzień był piękny, ni to za ciepły, ni to za zimny, a delikatny wietrzyk przyjemnie rozwiewał moje włosy. Och! Ten biały puszek z kwiatków znów pofrunął w moją stronę. Był taki ładny, ale mama denerwowała się, kiedy plątał się w moje włosy i nową sukienkę, którą kupił mi tata. Pospiesznie więc otrzepałam ubranko i zerwawszy kwiatek podbiegłam do pierwszej ławki, kiedy organista zaczął grać melodię. Wszystko było dzisiaj wyjątkowo piękne, ozdobione w białe kwiaty i białe baloniki, a ogród, w którym przebywałam ja i wiele innych ludzi dodatkowo dodawał uroku. W tym wszystkim jednak wyróżniała się jedna osoba: blondynka ubrana w długą, białą suknię, podobną do mojej, a w ręku trzymała bukiecik kwiatów, który ja sama dla niej zrobiłam. Uśmiechnęłam się, kiedy mama zwróciła do mnie wzrok zza pięknego welonu. Była taka szczęśliwa!
Zwróciłam uwagę na jej długie, kręcone włosy. Zupełnie jak moje... Czemu się kręciły? Złapałam kosmyk włosów, bezskutecznie próbując go rozprostować.
Obok w kontrastującym do białej sukni, czarnym garniturze, stał mój tata. Wiedziałam, że cieszy się równie bardzo co mama, ale dało się po nim poznać, że denerwuje się ilością ludzi, którzy patrzyli się na niego i na mamę. Odwróciłam się w ławce, by policzyć gości, który tez stali już w ławkach. Jeden, drugi trzeci... ten pan w kapeluszu zasłania mi innych! Wyróżniał się wśród pozostałych osób, bo jego blada skóra świeciła się w słońcu... jakby obsypana brokatem. Do tego te jego rubinowe oczy... Czemu ja na to nie wpadłam! Przecież też mogłabym obsypać się brokatem, to tak ładnie wyglądało! Ktoś obok chyba zaczął chlapać wodą, sądziłam że to dzieci, które także przyszły na ślub, zaczęły bawić się przy studni, jednak kiedy otarłam policzek z owych kropli, dostrzegłam, że mają one czerwoną barwę.
Ktoś zaczął krzyczeć, a zaraz za nim wszyscy goście zaczęli uciekać z ławek. Nie wiedziałam, co się dzieje, w okół wszystko opryskane było krwią, a coraz więcej gości leżało bezwładnie na trawie. Łzy napłynęły mi do oczu, kiedy odwróciwszy się zobaczyłam tatę leżącego przed ołtarzem, jak reszta gości, oraz zakrwawioną suknię mamusi i pana w kapeluszu, który przyciskał usta do jej szyi.
Skryłam się pod ławką, licząc na to, że straszny mężczyzna nie znajdzie mnie tam. Krzyków już nie było słychać. Zapanowała absolutna cisza, a ja nie mogłam przestać łkać.
Cicho, głupia! Zaraz cię usłyszą.
Skarciłam się w myśli, zatykając sobie dłonią usta.
- Marcusie, to jeszcze nie wszyscy. – odezwał się jakiś mężczyzna. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz i niemal poczułam na sobie czyjś wzrok. Nim się obejrzałam, ktoś wyciągnął mnie spod ławki, a zaraz po tym zimne, kamienne usta dotknęły mojej szyi. Kątem oka dostrzegłam czarnowłosego chłopaka, która właśnie mnie... ugryzł! Z bólu nie wiedziałam już, gdzie właściwie jestem i co się stało.
- Filipie! Miało nie być żadnych dzieci! – krzyknął drugi mężczyzna, a już za chwilę upadłam na ziemię.
Czułam się, jakbym płonęła, ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku, choć miałam ochotę krzyczeć na całe gardło.
Ból wydawał się trwać wieczność...
***
Poczułam, jak moje serce bije coraz wolniej, ale z całych sił, boleśnie. Liczyłam każde jego uderzenia, aż w końcu, ku mojemu zdziwieniu, zupełnie ucichło, a ból zniknął.
Otwarłam oczy, rozglądając się dookoła. Ciemne, solidne mury jakiejś komnaty zdobione były nielicznymi obrazami i palącymi się świeczkami, a wokół łoża, na którym leżałam, stało dwóch mężczyzn i jakaś młoda dziewczyna.
Gdzie ja byłam?
Syknęłam z bólu, łapiąc się za gardło. Ależ paliło! Czy ten cały ogień, który trawił mnie, wydawałoby się, że kilka tysięcy lat, przeniósł się na gardło?!
- I cóż my mamy z nią zrobić... – spokojnym głosem odezwał się jeden z mężczyzn.
- Aro, nie możemy trzymać nieśmiertelnych dzieci... – warknął drugi.
Nieśmiertelnych dzieci? O czym oni mówią...? Kim oni są? Jak się tu znalazłam?
Dziesiątki pytań zakrzątało teraz moją głowę, a ja bałam się odezwać. Obecna tu trójka miała tak samo bladą cerę i równie czerwone oczy, co pan w kapeluszu, którego pamiętałam przez mgłę, jak i resztę tamtego słonecznego dnia...
- Ależ ona jest taka śliczna!
- Demetri ma rację. – równie spokojnym głosem odezwała się dziewczyna.
- Dajmy jej szansę. Może nasza mała koleżanka posiada jakiś wyjątkowy dar... – pierwszy mężczyzna, który się odezwał, teraz wydał z siebie zduszone westchnienie. Wyglądał, jakby ta decyzja bardzo go trapiła, jakby walczył sam ze sobą. Pozostała dwójka również spierała się z decyzją tamtego. A kiedy cała trójka spojrzała na mnie z wyjątkową troską, którą do tej pory u nich nie widziałam, ja wydałam z siebie groźny syk, któremu sama się dziwiłam. Słyszałam wyraźne kroki za ścianą, poszeptywania jakiś ludzi, a zapach który dotarł do moich nozdrzy sprawił, że gardło zapiekło mnie jeszcze bardziej. Pachnieli tak smakowicie...
- Ach, mała jest głodna! Jane, przyprowadź jakąś młodą kolację. – rozkazał Aro, a dziewczyna wyszła z pomieszczenia. W jej ślady zaraz poszedł drugi mężczyzna, zwany Demetrim. Kiedy drzwi do pokoju otwarły się, a ten sam smakowity zapach znów drażnił moje gardło, w mgnieniu oka, instynktownie, doskoczyłam do osoby, której nawet nie zdążyłam się przyjrzeć. Łapczywie spijałam ciepłą krew, która złagodziła nieco ogień w moim gardle, mimo tego ciągle go czułam. Kiedy nie mogłam już nic wypić, dotarło do mnie, co zrobiłam. Odsunęłam się przestraszona od ciała, na oko licząc, jedenastoletniego chłopca, spoglądając na mężczyznę, który ze zdumienia klasnął w dłonie.
- Ach, musiałaś być bardzo głodna! Nie martw się, zaraz znajdziemy ci kogoś jeszcze. – objął mnie ramieniem, po czym ponowił polecenie wcześniej wydane dziewczynie...
***
Kiedy dowiedziałam się, że jestem wampirem, zaczęłam dociekliwie szukać w sobie daru, o którym po przemianie wspomniał Aro. Mimo, że minęło kilka lat, nic nie wskazywało na to, żebym go posiadała. Słyszałam, że do rodziny Volturi nie mógł należeć ktoś, kto nie posiadał wyjątkowego daru, i choć wszyscy wokół wiedzieli, że jestem jedynie zwykłym wampirem bez specjalnych zdolności, nie potrafili się mnie pozbyć. Nazywali mnie nieśmiertelnym dzieckiem, których nie raz na moich oczach pozbywali się bez najmniejszego zawahania, a jednak kiedy poruszali mój temat... wyglądali jakby nie potrafili zwalczyć czegoś w sobie. Nie dało się ukryć, że rozpieszczają mnie tu jak mogą, a Aro stał się wręcz moim ojcem.
Zaczęłam podejrzewać, że może właśnie to, że tak mnie faworyzują, to właśnie efekt mojego daru? Coś mi podpowiadało że tak, jednak wciąż nie byłam tego pewna. Czy można nie mieć kontroli nad darem...?
To pytanie pozostawało bez odpowiedzi zarówno dla mnie, jak i dla mojej nowej rodziny.

9. Dar: mimowolnie wpływa na istoty w taki sposób, że darzą ją nieukrywaną sympatią.
10. Miejsce zamieszkania: Volterra
11. Ciekawostki:
~ fascynują ją zmiennokształtni
~ jest jedynym nieśmiertelnym dzieckiem, którego Volturi nie próbują unicestwić.
Powrót do góry Go down
Sam Uley
ADMIN
avatar

Postów : 292

PisanieTemat: Re: Lexie Volturi   Pon Paź 25, 2010 4:46 pm

Akcept

...
Powrót do góry Go down
http://pulp-fiction.web-rpg.org/
 
Lexie Volturi
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Phasing Moon Tribute :: Na Wstępie :: Nasze Postacie-
Skocz do: